| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
madoka

Dołączył: 20 Maj 2007 Posty: 44 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pią Cze 08, 2007 4:22 pm |
|
|
|
W kieracie i krawacie
2007-06-04 23:05 Aktualizacja: 2007-06-05 00:42
Azjatycka firma to kołchoz
W dalekowschodnim koncernie jednostka w ogóle się nie liczy, najważniejszy jest wspólny cel - pisze DZIENNIK.
Pracował pan w jednym z azjatyckich koncernów działających w Polsce. Jak pan wspomina to doświadczenie?
Tomasz Nowacki: Azjatycki system specjalnie mi nie dopiekł. Ale też niewiele wniósł w moje życie, jeśli oczywiście nie liczyć nauki poruszania się w warunkach totalnego chaosu oraz zaznajomienia się z różnicami kulturowymi.
Mówi pan o chaosie, ale przecież Azjaci kojarzą się raczej z idealnym porządkiem?
Problem polegał na tym, że oni nie egzekwowali reguł, które wcześniej sami ustalali. Korporacja obudowana była tysiącem schematów regulujących przepływ dokumentów czy informacji w każdym dziale. Wszystko było poddane ścisłej kontroli. Decyzje nawet w sprawach najdrobniejszych sum były zatwierdzane na najwyższych szczeblach. Ale w praktyce, gdy pojawiało się zagrożenie, że cel wyznaczony przez prezesa koncernu nie zostanie osiągnięty, wszystkie procedury szły do kosza. Wprowadzało to gigantyczny chaos organizacyjny, a wśród polskiej kadry powodowało brak poszanowania dla reguł. Stawiało też pod dużym znakiem zapytania autorytet przełożonych.
Na czym polegał problem?
To była zła organizacja pracy. Skośnoocy menedżerowie panicznie boją się odpowiedzialności i mimo że mają prawo podejmować decyzje, wolą zdać się na prezesa. Przypomina to sterowanie ręczne, niemal system wodzowski, jakby szef był naczelnym dowódcą. Co ciekawe, przed tym prezesem ukrywanych jest dużo informacji, co powoduje spore problemy. Azjaci wolą nie mówić o trudnościach - czekają, aż problem sam wyjdzie, i to, niestety, często ze zdwojoną siłą. Podam przykład: udało się zgodnie z planem rozpocząć produkcję nowej serii, ale po tygodniu wróciło do zakładów kilka ciężarówek tych wyrobów. Odbiorca odesłał je do poprawek. Wszyscy od początku wiedzieli, że szwankuje wiele elementów procesu produkcji. Wszyscy, oprócz prezesa, bo nikt nie odważył się mu tego powiedzieć.
To do złudzenia przypomina socjalizm...
Tak. Koncern mocno przypominał mi system socjalistyczny, i to pod różnymi względami. Na przykład na przyjazd prezesa koncernu matki organizowano u nas akcję, którą ironicznie nazywaliśmy "malowaniem trawy na zielono". Na co dzień w firmie panował duży bałagan, ale gorączkowo starano się pokazać, że wszystko jest w najlepszym porządku. To zostało doprowadzone do absurdu - wmurowywano wtedy płyty pamiątkowe i sadzono drzewka.
Czy w takim systemie jest miejsce na krytykę?
Nie. W azjatyckiej firmie nie ma miejsca na dyskusję, jest za to system ciągłego nacisku. Jeśli szef powie, że coś trzeba zrobić, to trzeba i koniec. Nieważne, że to praktycznie niemożliwe. Dopiero gdy okazuje się, że zadanie jest rzeczywiście absolutnie nie do wykonania, ktoś podejmuje decyzję odwracającą cały proces. I cała praca zaczyna się od nowa. Azjatyccy szefowie za żadne skarby nie chcieli zrozumieć, że stawiali polskim dostawcom tak wygórowane warunki, że ta współpraca była dla Polaków na granicy opłacalności. Bo w Azji samo dostarczanie części dla ich koncernu stanowi przywilej i wielkie wyróżnienie. Na dodatek w koncernie nie istniał w ogóle system konsultacji z pracownikami - decyzje podejmowano arbitralnie, także te dotyczące organizacji pracy i mocno ingerujące w życie ludzi. U nas wprowadzono na przykład odgórnie zmianę w regulaminie, że od tej pory będziemy pracować wcześniej, od 7 rano. I nie było żadnej dyskusji.
Więc to prawda, że w azjatyckim koncernie siedzi się w firmie w nieskończoność?
To zależy. Ja formalnie pracowałem od 7 do 15, ale wyjście o 15 z pracy wywoływało absolutne zdumienie moich przełożonych. Spędzałem więc w firmie około 9-10 godzin, ale niektóre działy pracowały nawet po 12! Natomiast prezesi siedzą w firmie naprawdę bardzo, bardzo długo. Azjaci w ogóle mocno zastanawiają się, co my, Polacy, robimy w domu i nie są w stanie zrozumieć, dlaczego nie chcemy zostać dłużej w pracy. Oni sami są gotowi bez wahania zrezygnować z dnia wolnego, bo ich życie toczy się wokół koncernu. Rodzina, znajomi czy inne zajęcia pozostają na bardzo dalekim planie. Zresztą koncern azjatycki jest jak państwo w państwie: opiekuje się nimi, załatwia mieszkania, opiekę zdrowotną, etc.
Czy firma jest jak rodzina?
Dla Azjatów z pewnością tak. Dla Polaków nie.
A nie starano się wam tego wpoić?
Tak, na zasadzie nachalnej propagandy. W firmie wieszano banery z hasłami głoszącymi, że chcemy osiągnąć jakieś cele produkcyjne. Azjaci nie rozumieją, że takie działania przywołują u Polaków wspomnienie komunizmu i budzą nieufność.
Czy to znaczy, że azjatyccy szefowie nie przygotowali się do pracy z Polakami?
Tak nie powiedziałbym. Widać z ich strony wyraźny dystans; pewnych rzeczy nie rozumieją, ale wiele tolerują. Dla nich najważniejsza jest praca, i jeśli się ją dobrze wykonuje, to nie jest na przykład zbyt istotne, jak ktoś się ubiera i wygląda. Nas nie obowiązywał żaden "dress code", choć szefowie chodzili w takich samych mundurkach. Podam inny przykład – w razie problemów Azjaci mają zwyczaj krzyczeć bardzo podniesionym głosem na pracowników. Pewnego dnia zdecydowanie zaprotestowaliśmy i nasz sprzeciw został uszanowany, bez żadnych konsekwencji.
A jakie zdanie o Polakach mieli Azjaci?
Nigdy się z tym nie zdradzali, choć dużo się nad tym zastanawialiśmy. Chodziły pogłoski, że mają się za lepszą rasę, ale nikt nam nigdy tego wprost nie powiedział. Nie wyobrażam sobie Azjaty, który coś takiego powiedziałby otwarcie. Oni starają się być bardzo powściągliwi w ocenach.
Ale przecież powiedział pan, że krzyczą na podwładnych?
Tak, ale reprymendy dotyczą tylko oceny samej pracy. To nigdy nie są obraźliwe osobiste wycieczki. Oni nigdy nie używają epitetów. Zresztą na polskich pracowników przestali krzyczeć.
Czyli obowiązują podwójne standardy: inne dla Polaków, inne dla Azjatów?
Jak najbardziej. W ogóle te dwie grupy się nie mieszały, panował między nami duży dystans. Azjatyckie kierownictwo trzymało się razem, a my nie byliśmy dopuszczani do tego grona. Azjaci są bardzo zamknięci i nie poznawaliśmy się na gruncie towarzyskim. W koncernie panowały bardzo formalne stosunki, nie było żadnych poufałości. W odróżnieniu od Polaków Azjaci odnoszą się z ogromnym szacunkiem do starszych, a większość zarządu była powyżej czterdziestki, podczas gdy my byliśmy znacznie młodsi. Oni mają wielki szacunek dla władzy. Funkcjonują jako całość, nie spiskują przeciw sobie. Mają jeden cel i jego realizacji wszystko jest podporządkowane. Dzięki temu są też skuteczni. Nie ma obgadywania, podkopywania się i buntowania jak w polskich firmach.
Czyli w azjatyckim koncernie nie ma wyścigu szczurów?
Nie. Cele formułowane były nie wobec jednostek, ale przede wszystkim całej firmy. W Polsce ocenia się każdego pracownika z osobna. W azjatyckiej korporacji widziałem, że muszę współpracować i nacisk kładzie się na całość, na wyniki wszystkich. Miałem też poczucie stałości zatrudnienia. Jeśli ktoś lubi być trybikiem w machinie, to taka organizacja pracy bardzo mu odpowiada. Znacznie gorzej jest indywidualistom. Dlatego Azjaci nie są twórczy.
Czy był pan zadowolony z tego doświadczenia, czy rozważałby pan podobne zatrudnienie w azjatyckim koncernie, czy woli pan polski system?
Wolę polski system, bo jest bardziej prorozwojowy. W azjatyckim koncernie przeszkadzało mi też bardzo wyjątkowo niskie morale pracowników i atmosfera braku wiary, że może być lepiej. Nie wiem, czy przyczyną tego była była azjatycka kultura pracy, czy może polska skłonność do narzekania? Myślę, że każdego po trochu i nie było to dobre połączenie.
Co o tym sądzicie?? nie pytam sie czy artykuł jest fajny, ładny, super, poprawny, tylko zapraszam do dyskusji na temat pracy w azjatyckich firmach na podstawie tego artykułu (haha temat prawie jak matura.) |
|
| Powrót do góry |
|
|
krzychos7


Dołączył: 13 Maj 2006 Posty: 559 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Cze 09, 2007 4:09 pm |
|
|
|
Praktycznie rzecz biorąc można powiedzieć iż Microsoft bierze wzorce z azjatyckiego systemu. Tam jest praktycznie identycznie.
A tak poza tym jestem ciekaw o koncern z jakiego kraju konkretnie chodzi. Bo azjatycki system może oznaczać zarówno chiński (gdzie podobieństwa z socjalizmem są oczywiste), koreański lub japoński. Mimo iż są podobne to jednak są duże różnice.
Poza tym uważam iż duża część tych wzorców jest jak najbardziej pozytywna. Jedyne mankamenty to brak informowania przez pracowników o problemach w produkcji i brak możliwości wyrażenia własnego zdania (nie chodzi mi o sprzeciw, tego w żadnej firmie być nie powinno).
Zadziwiła mnie wypowiedź:
| Cytat: |
| W odróżnieniu od Polaków Azjaci odnoszą się z ogromnym szacunkiem do starszych, a większość zarządu była powyżej czterdziestki, podczas gdy my byliśmy znacznie młodsi. |
Widać tu że osoba z którą był prowadzony wywiad należy do pokolenia ogłupionego i pozbawionego podstawowych wartości. Ja na przykład (zresztą jak większość mojego otoczenia) byłem wychowany w przekonaniu iż zawsze trzeba odnosić się z szacunkiem do starszych. Tak było w Polsce praktycznie od zawsze dopiero niedawno się to zmieniło. Na przykład teraz jest błędne pojęcie tolerancji, wiele osób wie że trzeba być tolerancyjnym ale myli to z bezmyślnym przyzwoleniem na wszystko. Przecież można coś tolerować ale zarazem krytykować i próbować to zmienić. Na przykład można tolerować to iż ktoś nie umie na przykład czytać ale zarazem próbować to zmienić a nie pozostawić to tak jak jest. Zaś osoba nie tolerancyjna chciała by zabić lub w jakikolwiek inny sposób pozbyć się takiej osoby. Podobnie się dzieje z wieloma innymi problemami. Na przykład były reklamy z niepełnosprawnymi gdzie było hasło "Czy naprawdę jesteśmy inni?", przecież oczywiste że są inni ale zarazem to nie powód by ich za to ganić tylko pomagać. Podobnie z homoseksualizmem, to jest choroba psychiczna i w pełni uleczalna, nawet w Polsce są chyba dwa ośrodki gdzie to się leczy. Bo miłość do osoby tej samej płci to nic dziwnego ale pożądanie seksualne to już jak najbardziej rzecz nienormalna fizycznie i psychicznie. Dobra kończę tą wypowiedź bo za duży offtopick sie robi.
Uważam też iż praca w nadgodzinach jest jednak niedopuszczalna. Przynajmniej w zakładach pracy.
Zadziwiło mnie też stwierdzenie iż Azjaci nie są twórczy, przecież zarówno dziś jak i tysiące lat temu właśnie w Azji jest wiele odkryć naukowych i rodzą tam się wynalazki. Tylko że u nich jest dość konkretny podział na ludzi którzy są od myślenia i na tych którzy są od robienia, zresztą podobnie jak w stanach i to jest kluczem do sukcesu gospodarczego. U nas każdy chce robić po swojemu i dla siebie i nic z tego nie wynika. Tak jakby w mrowisku nagle robotnice zaczęły nie pracować dla wspólnego celu._________________  |
|
| Powrót do góry |
|
|
Niltinco


Dołączył: 19 Cze 2005 Posty: 959 Skąd: Olkusz
|
Wysłany: Sob Cze 09, 2007 5:38 pm |
|
|
|
Firma opisywane w tym artykule to najprawdopodobniej Toyota, a jeśli nie ta to inna firma japońska o czym świadczy kilka rzeczy opisanych w zamieszczonym artykule. Krzychos7 możesz napisać, które według ciebie wzorce są pozytywne i dlaczego?
| Cytat: |
| W odróżnieniu od Polaków Azjaci odnoszą się z ogromnym szacunkiem do starszych, a większość zarządu była powyżej czterdziestki, podczas gdy my byliśmy znacznie młodsi. |
W japońskich firmach nie o grzeczność do starszych chodzi tylko o relacje szef - podwładny. Wiadomo, że ten kto stoi niżej musi z szacunkiem zwracać się do szefa, a szef zawsze będzie starszy bo tak działa proces zatrudniania w Japonii. Gdy Japończyk kończy naukę idzie do pracy i obojętnie jak bardzo byłby wykształcony zawsze zaczyna od najgorszej roboty. Z czasem cały jego rocznik, który w tym samym czasie co on kończył szkołę, przesuwa się wyżej w hierarchii firmy. Szefem w Japonii nie jest ten, kto ma łeb na karku i potrafi dobrze zarządzać ale ten kto jest starszy.
| Cytat: |
| Zadziwiło mnie też stwierdzenie iż Azjaci nie są twórczy, przecież zarówno dziś jak i tysiące lat temu właśnie w Azji jest wiele odkryć naukowych i rodzą tam się wynalazki. |
W Japonii nie można się wyróżniać, ani być wyjątkowo twórczym w firmie bo jest to źle odbierane przez ogół. Pracownik ma być jak trybik w mechanizmie, robić to co do niego należy a nie myśleć. Stąd właśnie to przekonanie, że Azjaci nie są twórczy. Owszem dawniej i dziś Azjaci wymyślają niesamowite wynalazki ale w zwykłej firmie produkcyjnej, takiej w jakiej pracowała ta osoba udzielająca wywiadu, nie ma po prostu miejsca na twórcze myślenie podwładnych. Każdą, nawet najdrobniejszą rzecz pracownik musi omówić z szefem. Cóż, taka już jest tamtejsza kultura. |
|
| Powrót do góry |
|
|
slawek15


Dołączył: 04 Lip 2005 Posty: 470 Skąd: 臺北
|
Wysłany: Sob Cze 09, 2007 7:48 pm |
|
|
|
To, co napisała Niltinco jest prawdą, może poza tym, że cały rocznik w firmie rzadko przesuwa się w tym samym tempie.
To, co nie podoba się także samym Japończykom często to zróżnicowanie honoryfikatywne japońskiego.
Przypomina mi się historia mojego znajomego Japończyka, który był dyplomatą, pracował w USA, Arabii Saudyjskiej, skończył studia w Japonii i podyplomowe w Paryżu w jednej z najlepszych szkół biznesowych (tak słyszałem) i tak się akurat złożyło, że wrócił do Japonii i zatrudnił się w firmie, w której pracuje jego kolega ze studiów (tych w Japonii) i pomimo, że ten mój znajomy ma o wiele lepsze kwalifikacje i doświadczenie, jest niżej od swojego kolegi. Mówi, że to jeszcze może zrozumieć, ale nie podoba mu się fakt, że do swojego kolegi ze studiów, w swoim wieku nie może się wyrażać w firmie, jak do kogoś równego sobie, tylko kogoś wyżej. Nie pytałem o dokładne różnicy i uwarunkowania w tejże firmie, ale przypadek wg mnie ciekawy. |
|
| Powrót do góry |
|
|
krzychos7


Dołączył: 13 Maj 2006 Posty: 559 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Cze 09, 2007 8:11 pm |
|
|
|
| Niltinco napisał: |
| W Japonii nie można się wyróżniać, ani być wyjątkowo twórczym w firmie bo jest to źle odbierane przez ogół. Pracownik ma być jak trybik w mechanizmie, robić to co do niego należy a nie myśleć. Stąd właśnie to przekonanie, że Azjaci nie są twórczy. |
To przecież to napisałem tylko trochę inaczej.
P.S. Artykuł z www.ekologia.w.polsce.org
| Cytat: |
Karoshi, czyli praca aż po grób
Rocznie w Japonii, około 10 tys. ludzi umiera z przepracowania, jak wynika z oficjalnych badań. Jednak niezależni eksperci twierdzą, że dane te są zaniżane, a w rzeczywistości roczna liczba ofiar pracoholizmu plasuje się między 30 a 50 tys. Pogoń za pieniądzem, wizja luksusowego życia lansowana we wszystkich mediach w połączeniu z chorobliwą ambicją oraz ciągłą potrzebą rywalizacji tworzy mieszankę wybuchową. Nie jest to problem dotykający jedynie pracowitych Japończyków, ale także społeczeństwo europejskie. Badacze problemu twierdzą, że pracoholizm wkrótce zasłuży na miano kolejnej Choroby Cywilizacyjnej. |
Wikipedia: Karōshi
Aż zaczynam się bać... Bo wielu moich znajomych i rodzina uważają mnie na pracoholika._________________  |
|
| Powrót do góry |
|
|
Niltinco


Dołączył: 19 Cze 2005 Posty: 959 Skąd: Olkusz
|
|
| Powrót do góry |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|
|